Pułki w krzywym zwierciadle
Identyfikowanie oficerów na przedwojennych fotografiach jest dosyć wymagającym i czasochłonnym przedsięwzięciem. Oczywiście sa takie osoby, które od razu można ze 100% pewnością potwierdzić bez jakiejkolwiek potrzeby posiłkowania się opisami z rewersów czy tez długimi godzinami weryfikacji. Do takich osób niewątpliwie należy Marszałek Józef Piłsudski, Bolesław Wieniawa-Długoszowski – choć w jego przypadku okres legionowy nie jest taki oczywisty – Bernard Mond i wszyscy inni, których aparycja była dosyć szczególna. Wszyscy pozostali to albo specjalizacja danej osoby w jednostce w której dany oficer służył, albo wiele godzin weryfikacji i porównań.
Zawsze zaczyna się proces identyfikacji od wyszukania punktu zaczepienia, jakiejś kotwicy dzięki której można zacząć i piąć się ku górze. Pierwszym punktem zaczepienia jest datowanie. Idealnie jeśli na rewersie jest opis i data, choć tutaj trzeba brać zawsze poprawkę na to, że data może odnosić się do momentu, w którym wykonywano dedykację. Czasem jednak opis wskazuje bezpośrednio na jakieś wydarzenie i wtedy można przyjąć, że data faktycznie odpowiada temu co widać. Jeśli tak jest to pierwszy sukces, jeśli opisu jednak brak lub mamy wątpliwości co do daty to pozostaje nam datowanie na podstawie umundurowania lub innych widocznych na fotografii rzeczy. Kolejny krok to ustalenie z jaką barwą broni mamy do czynienia, tutaj sposobów na to jest bardzo dużo i każdy jest obarczony jakimś błędem i trudnością. Nie chcę się o tym tutaj rozpisywać teraz, bo nie tego dotyczy ten wpis. Załóżmy, że już wszystko sobie ustaliliśmy, sprawdziliśmy i lądujemy finalnie z lista potencjalnych nazwisk. Tutaj możemy przywołać wspomnianego wcześniej Wieniawę i napisać ‘Żarty się skończyły, zaczęły się schody’. No ale jak to jak, przecież nazwisko znane odznaczenia itd. to już bardzo dużo aby dokonać identyfikacji…i tak i nie. Jednak zawsze najbardziej wiarygodnym jest porównanie znanej i nazwanej fotografii przedstawiającej daną osobę z nasza fotografią. To daje nam niemalże 100% pewność. Niemalże ponieważ zawsze są jakieś odstępstwa wizualne – no chyba, ze udało nam się trafić fotografię dokładnie z tego samego roku i praktycznie w takiej samej pozie, pod takim samym katem itd., gdzie wszystkie niuanse antropologiczne się pokrywają.
A co, jeśli nie ma nigdzie fotografii? Czy to już przegrana sprawa? W wielu przypadkach tak, ale na szczęście są też jeszcze inne źródła niż fotografia. Tutaj cały na biało wjeżdża konno na scenę (a może pierwsze piętro jak Wieniawa) Jerzy Szwajcer….a kto to taki?
Jerzy Szwajcer, znany pod pseudonimem „Jotes”, to jedna z najbardziej wyrazistych postaci polskiej karykatury dwudziestego wieku. Ten niezwykle płodny rysownik i dziennikarz uwiecznił w swoich pracach tysiące postaci z okresu międzywojennego – od najważniejszych polityków, jak Józef Piłsudski, po artystów i dyplomatów. Choć studiował chemię w Brukseli, to miłość do rysunku i ciętego humoru zdefiniowała całe jego życie, owocując współpracą z topowymi pismami satyrycznymi (m.in. „Muchą” czy powojennymi „Szpilkami”) oraz wydaniem około 200 albumów. Wyjątkowe miejsce w jego dorobku zajmuje monumentalny cykl Wojsko w karykaturze, w którym z humorem i lekkością sportretował około 10 tysięcy oficerów Wojska Polskiego.
Podczas kilku identyfikacji posługiwałem się pracami Jotesa i dzięki nim udało mi się zidentyfikować kilku oficerów, których z biegiem czasu potwierdziłem sobie już przy pomocy 100% pewnych fotografii. W wyniku tego, jeśli mam okazję nabyć zeszyty z karykaturami wojskowymi autorstwa Szwajcera to to czynię. Najbardziej pożądanym zeszytem jest ten dotyczący 36 pułku piechoty, ale to jeszcze przede mną. Postanowiłem też podzielić się na tej stronie, tymi które posiadam w swojej kolekcji. Tak więc w najbliższym, bliżej nieokreślonym czasie, pojawi się tutaj kilka zeszytów autorstwa Jotesa, jednak już bez takiego przydługiego wstępu.
Na pierwszy ogień 85 pułk piechoty.






























Komentowanie zablokowane

